Kapitał jednak ma narodowość

W tym roku mija 50 rocznica premiery Odry 1204 pierwszego polskiego komputera mikroprogramowanego. Za nim przyszły modele 1305 i 1325. W swoich czasach we Wrocławiu produkowano najlepsze komputery między Odrą a Wyspami Kurylskimi. Cechowała je niewiarygodna wprost niezawodność. Dwa modele 1305 pracowały w Ośrodkach  Informatyki PKP w Lublinie i Wrocławiu do 2010 roku. Do ostatniego dnia maszyny zachowały stuprocentową sprawność.
 
Komputery Odra były jednym z flagowych produktów wrocławskich zakładów Elwro. W szczytowym okresie firma zatrudniała 5,5 tys. pracowników i była prawdziwą perłą polskiej elektroniki. W absurdalnych realiach poprzedniego systemu zdarzało się nawet, że produkowany we Wrocławiu sprzęt był znacznie lepszy, niż życzyłyby sobie tego władze. W 1973 roku organizatorzy międzynarodowych targów w Brnie urządzili konkurs dla komputerów z bloku wschodniego. Zadanie było proste. Każda maszyna musiała wykonać milion operacji. Wygrywała ta, która zrobiła to najszybciej. Radziecki RIAD R-30 potrzebował na to 70 sekund. Zbudowany we Wrocławiu R-32 wykonał polecenie 10 razy szybciej. Jaka była reakcja towarzyszy z Moskwy, można łatwo zgadnąć.
 
Gdy nastał okres transformacji ustrojowo-gospodarczej, wydawało się, że Elwro jest jednym z tych zakładów zbudowanych w PRL, który ma spore szanse na odnalezienie się w nowych wolnorynkowych realiach. Stało się jednak inaczej. W 1993 roku firma została kupiona przez niemieckiego Siemensa. Dziś tę transakcję nazwalibyśmy wrogim przejęciem. Nowy właściciel za jednym zamachem pozbył się konkurenta i przejął jego rynek. Niemal z miejsca zwolnił załogę, a większość hal produkcyjnych zaorał równo z ziemią.
 
Piszę o tym nie przez sentyment dla „złotych czasów” polskiej elektroniki. Nie mam też zamiaru po raz kolejny żalić się na to, jak głupia, nieprzemyślana, a często zwyczajnie bandycka była prywatyzacja polskiego przemysłu w latach 90-tych. Smutna historia Elwro przypomniała mi się, gdy kilka dni temu przeczytałem informację o nowych przepisach przyjętych u naszych zachodnich sąsiadów. Niemiecki rząd wprowadził regulacje, które umożliwią blokowanie wykupu rodzimych firm przez zagranicznych inwestorów. To reakcja na kilka spektakularnych przejęć niemieckich przedsiębiorstw przez chiński kapitał. Podobne przepisy szykują władze w Londynie, Paryżu czy Rzymie, a nad dyrektywami w tej sprawie pracuje Komisja Europejska.
 
Okazuje się więc, że wbrew temu co przez ostatnie dekady tłukli nam do głowy różni mądrale, kapitał jednak ma narodowość i jest z reguły bardzo przywiązany do swojego paszportu. Okazuje się też, że w wielkiej, szczęśliwej europejskiej rodzinie najbogatsi krewni potrafią twardo bronić swojego majątku, swoich przedsiębiorstw i miejsc pracy. My za to na ekranie japońskiego laptopa możemy poczytać sobie o tym, że kiedyś we Wrocławiu też robiliśmy fajne komputery. Potem możemy wyjść z mieszkania kupionego na kredyt w holenderskim banku i pojechać niemieckim samochodem na zakupy do francuskiego hipermarketu.
 
Trzeci z czwartą:)