Jakie podwyżki dostali nauczyciele?

1 kwietnia wzrosły nauczycielskie pensje. Jednak rzeczywiste kwoty podwyżek są niższe od tych, które podaje Ministerstwo Edukacji Narodowej. Związkowcy z oświatowej Solidarności podkreślają, że nauczyciele czują się oszukani przez szefową resortu edukacji.
 
Lesław Ordon, przewodniczący Regionalnego Sekretariatu Nauki i Oświaty NSZZ Solidarność w Katowicach zaznacza, że wynagrodzenie nauczyciela stażysty wzrosło o około 130 zł brutto, nauczyciela kontraktowego o ok. 140 zł brutto, mianowanego o ok. 150 zł brutto, a dyplomowanego z 20-letnim stażem o ok. 170 zł brutto. Tymczasem z informacji zamieszczonej na stronie internetowej MEN wynika, że podwyżka wyniosła od 147 do 271 zł brutto. –To zwykła manipulacja, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością – mówi przewodniczący.
 
W jego ocenie na stronie internetowej resortu edukacji znalazły się nierzetelne informacje dotyczące wysokości nauczycielskich pensji. Zgodnie z nimi nauczyciel dyplomowany po kwietniowej podwyżce zarabia średnio ponad 5,3 tys. zł brutto, nauczyciel mianowany ponad 4,1 tys. zł brutto, kontraktowy ponad 3,2 zł brutto, a stażysta ok. 2,9 tys. zł. – Obliczając średnią płacę MEN wzięło pod uwagę m.in. odprawy emerytalne, nadgodziny czy dodatki funkcyjne dyrektorów. Wystarczy spojrzeć na pasek z wypłaty przeciętnego nauczyciela, żeby się przekonać, jak bardzo te kwoty zostały zawyżone. Nauczyciel dyplomowany z 20-letnim stażem z dodatkiem za wychowawstwo na rękę dostaje ok. 2,6 tys. zł. Trudno w tej sytuacji mówić o zadowoleniu. Czujemy się zlekceważeni przez MEN – podkreśla Lesław Ordon.
 
Zaznacza, że nauczyciele nie mieli podwyżek od 2012 roku. W zeszłym roku ich płace zostały zwaloryzowane zaledwie o 1,3 proc. – Rząd Platformy Obywatelskiej zamroził nasze wynagrodzenia, obecny zapowiedział, że wraca do waloryzacji nauczycielskich pensji, ale z tej obietnicy nie do końca się wywiązał. W 2017 roku zwaloryzował płace o 1,3 proc, czyli o wskaźnik niższy niż wyniosła inflacja – dodaje przewodniczący oświatowej Solidarności w naszym regionie. 
 
Podczas wielomiesięcznych rozmów z przedstawicielami resortu edukacji związkowcy domagali się podwyżek w wysokości 15 proc. od stycznia tego roku oraz waloryzacji nauczycielskich pensji. – Minister Zalewska obiecywała, że ten postulat zostanie zrealizowany. W rzeczywistości 15-procentową podwyżkę rozłożono na trzy lata, a wskaźnika inflacji w ogóle nie wzięto pod uwagę. W dodatku straciliśmy trzy pierwsze miesiące tego roku, bo MEN nie przewidziało wyrównania od stycznia – zaznacza związkowiec.
 
Lesław Ordon przypomina, że we wrześniu ubiegłego roku rozpoczęła się reforma systemu edukacji zakładająca m.in. likwidację gimnazjów, wydłużenie nauki w szkołach podstawowych i średnich oraz przebudowę szkolnictwa zawodowego. – Ta reforma dla nauczycieli oznacza ogromny wysiłek, zmianę sieci szkół, podstaw programowych, nierzadko też zmianę miejsca pracy. Dlatego mieli nadzieję, że podwyżka choć trochę im to wszystko zrekompensuje – podkreśla przewodniczący.
 
W jego ocenie szefowa resortu edukacji utraciła zaufanie nauczycieli. Z tego względu pod koniec marca Rada Regionalnej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ Solidarność w Katowicach zwróciła się krajowych struktur oświatowej Solidarności o wystąpienie do premiera Mateusza Morawieckiego z wnioskiem, dotyczącym odwołania minister edukacji Anny Zalewskiej. Ewentualną decyzję w tej sprawie Krajowa Sekcja Oświaty i Wychowania NSZZ Solidarność ma podjąć w maju.
 
aga
źródło foto:pixabay.com/CC0