Jak wytłumaczyć samorządowcom, co to transport publiczny?

Dlaczego w Jastrzębiu-Zdroju i w okolicach autobusowa komunikacja publiczna nie działa? Tego nie wie nikt, albo raczej nikt nie jest w stanie krótko, zwięźle i przekonująco wyjaśnić. Kto za ten stan rzeczy odpowiada? Spis winnych jest długi. Ogólnie rzec biorąc, lwią część tej listy stanowią przeróżne VIP-y z Jastrzębia-Zdroju i z miejscowości ościennych. Mniejsza o nazwiska, partie i funkcje w samorządzie. Nieudolność w obszarze organizacji komunikacji publicznej w tym mieście jest apolityczna, bezgraniczna i tak długotrwała, że aż wierzyć się nie chce, że to tylko nieudolność. Ale to temat na odrębny tekst oraz, być może, materiał do badań dla funkcjonariuszy różnych służb. W Jastrzębiu-Zdroju i okolicach jak w soczewce możemy poobserwować skutki radosnej twórczości samorządowców w tak kluczowej dla normalnego funkcjonowania cywilizowanego kraju dziedzinie, jaką jest transport publiczny. To też, nawiasem mówiąc, doskonały przykład, ile jest warta wiara w skuteczną terapię klapsami tzw. niewidzianej ręki rynku. Za dużo kolesi chce, żeby owa ręka pieniądze zagarniała tylko w jedną stronę, do ich kieszeni. Idea transportu publicznego, a już zwłaszcza taniego transportu publicznego jest im z gruntu obca. Nie rozumieją, co oni z tego będą mieli, że ktoś za cenę litra benzyny może pojechać do pracy i z powrotem, a potem jeszcze do sklepu, na basen czy do kina. Do pustych głów nie dociera, że bez radykalnej zmiany w tym obszarze, możemy sobie marzenia o rychłym, powszechnym dobrobycie w Polsce w buty włożyć. 
 
Nie jestem obieżyświatem, ale miałem szczęście widzieć jak wygląda transport publiczny w paru krajach tego świata. Zazdroszczę Brytolom i metra, i kolei, a nawet autobusów, mimo ich wyspiarskiej, lewostronnej aberracji. Zazdroszczę Norwegom. Zazdroszczę Niemcom. Jeszcze bardziej zazdroszczę Czechom, bo wydawałoby się, że jeśli chodzi o codzienne klepanie bidy, są nam bardziej bliscy niż Niemcy, Skandynawowie czy Anglosasi. Jednak biorąc pod uwagę transport publiczny, to my wobec Czechów jesteśmy Trzecim Światem. W Trzecim Świecie są taksówki, busy, riksze, buty i pięty gołe. Wszystko sterowane niewidzialną ręką rynku. I mam wrażenie, że to i tak jest lepiej pomyślane, niż komunikacja publiczna w rękach naszych rodzimych samorządowców.
 
Erwin Kotowski