Jak kiedyś buty robiono

Chełmek był pierwszym w Polsce miastem zbudowanym wokół dużego zakładu pracy. W butach z tamtejszej fabryki chodziło kilka pokoleń Polaków. Fabryka w Chełmku powstała i rozkwitła podczas wielkiego kryzysu z lat 30-tych ubiegłego wieku, przetrwała druga wojnę światową i gospodarkę centralnie planowaną. Pokonała ją dopiero III RP.

Pod koniec lat dwudziestych ubiegłego wieku Chełmek był typową rolniczą wioską zamieszkałą przez ok. 1500 osób. Mieszkańcy Chełmka poza uprawianiem ziemi pracowali też dorywczo w śląskich kopalniach lub zajmowali się flisactwem, transportując drewnianymi łodziami węgiel do Krakowa i Sandomierza. Wszystko zmieniło się w 1929 roku, gdy w Chełmku pojawił się czeski „król obuwia” Tomasz Bata.

Bata był postacią niezwykłą, wizjonerem i jednym z najpotężniejszych europejskich przedsiębiorców dwudziestolecia międzywojennego. Nie tylko zrewolucjonizował proces produkcji obuwia i organizację pracy, ale także ówczesne podejście do robotnika. Bata był prawdziwym „self-made manem”, który od zera własnymi siłami zbudował ogromne imperium i zbił fortunę. Dzisiaj często jest nazywany Henrym Fordem Europy Wschodniej, co jest o tyle ciekawe, że nowatorskie techniki produkcji i zarządzania podpatrywał właśnie w amerykańskich zakładach przemysłowych, zatrudniając się w jednej z tamtejszych fabryk.

Wybór padł na Chełmek
Po powrocie do kraju i opanowaniu rodzimego rynku obuwia Bata w latach dwudziestych rozpoczął inwazję na rynki europejskie i światowe. Fabryki czeskiego „króla obuwia” powstały w Holandii, Szwajcarii, Niemczech, w Kanadzie, Wielkiej Brytanii oraz w Polsce. W naszym kraju wybór padł właśnie na Chełmek. Bata dobrze kalkulował. Przez miejscowość przebiegała linia kolejowa łącząca Wiedeń ze Lwowem oraz trakt z Krakowa na Śląsk. W pobliżu znajdowały się dwie spławne rzeki Przemsza i Wisła. Bata liczył również na tanią siłę roboczą i nie pomylił się w swoich przewidywaniach. Gdy rozpoczął się nabór robotników do budowy kompleksu przemysłowego przed Urzędem Pośrednictwa Pracy w Chrzanowie codziennie gromadziły się długie kolejki.

Zakład dawał nie tylko pracę
Wraz z fabryką powstała kolonia domków wielorodzinnych dla pracowników. Były one wyposażone w bieżącą wodę i kanalizację co na tle okolicznych miejscowości stanowiło wówczas niespotykane zjawisko. Praca na taśmie w fabryce była ciężka i wymagała ogromnej dyscypliny. Bata wymagał, aby życie jego pracowników całkowicie koncentrowało się wokół zakładu, ale jednocześnie rozumiał, że ludzie sprostają tym wymaganiom tylko wtedy, gdy zapewni im poczucie bezpieczeństwa i socjalne zaplecze. Przy fabryce szybko wybudowano przychodnię lekarską i szkołę. Załoga miała do dyspozycji boisko sportowe, tenisowe korty, kręgielnie, basen, lodowisko, a nawet skocznię narciarską. Zbudowano zakładową bibliotekę, klub filmowy oraz jadalnię, gdzie za symboliczną opłatę pracownicy mogli kupować posiłki. W archiwalnych materiałach zachowało się nawet menu zakładowej stołówki z grudnia 1938 roku. Za złotówkę można było tam wówczas zjeść np. polędwicę wołową w śmietanie i rosół z ryżem, za 50 groszy bitki wołowe i zupę pomidorową. Dla porównania, zwykłe damskie kalosze produkowane wówczas w Chełmku kosztowały wtedy 13,90 zł.

Pracownik był podmiotem
W 1934 roku już po śmierci Tomasza Baty ukazał się pierwszy numer dwutygodnika załogi zakładu „Echo Chełmka”. Pismo pełniło funkcję integrującą pracowników. Informowało o życiu fabryki, o ważnych dla pracowników sprawach i ich osiągnięciach. Czytając je dzisiaj, jak na dłoni widać filozofię pracy stworzoną przez Tomasza Batę. W artykułach robotnicy zawsze nazywani są „współpracownikami”, a na każdym kroku podkreślana jest współodpowiedzialność całej załogi za losy zakładu. W tekście na pierwszej stronie bożonarodzeniowego numeru pisma z 1934 roku znajdujemy np. taki oto fragment: „Przedsiębiorstwo - to my, jego współpracownicy. Butów nie robi Bata, lecz my sami. Zarobek nie daje nam Bata, lecz klient, który z naszej pracy korzysta. Przedsiębiorstwo rozwija nie Bata, lecz właśnie my sami. (...) Rozwój przedsiębiorstwa jest dziełem każdego z nas z osobna i dlatego jest naszą wspólną własnością.” Tak wyraźnie podmiotowy sposób traktowania robotników był rzadko spotykany w innych ówczesnych zakładach przemysłowych. A i w funkcjonujących dzisiaj przedsiębiorstwach sposób zarządzania zasobami ludzkimi niestety często znacząco odbiega od tych standardów.

Początek i koniec PZPS
Po wojnie fabrykę w Chełmku wraz z zakładami kooperującymi upaństwowiono. Jej nazwę zmieniono na Południowe Zakłady Przemysłu Skórzanego „Chełmek”. Choć z początku zakładowi pozostawiono sporą jak na owe czasy samodzielność, jednak z biegiem lat fabryka została wtłoczona w tryby gospodarki centralnie planowanej. PZPS Chełmek były jednym z największych w Polsce producentów obuwia. W szczytowym okresie fabryka zatrudniała 7,5 tys. ludzi. Do 1982 roku w fabryce wyprodukowano ćwierć miliarda par butów. 40 proc. produkcji Chełmka trafiało na eksport. Nie tylko do ZSRR, ale również do państw tzw. „drugiego obszaru płatniczego”, czyli do krajów zachodnich.

W 1991 roku Południowe Zakłady Przemysłu Skórzanego "Chełmek" przekształciły się w spółkę akcyjną. W kolejnych latach w zakładzie trwały niekończące się restrukturyzacje, cięcia załogi i dzielenie majątku między kolejne spółki. Jeszcze przez całe lata 90-te w sklepach można było kupić buty z Chełmka. Były znacznie solidniejsze od zalewającego nasz rynek obuwia z dalekiego wschodu, które rozklejało się po kilku dniach użytkowania. Miały jednak jedną, zasadniczą wadę – były od nich droższe. W czerwcu 2003 roku Sąd Gospodarczy w Krakowie ogłosił upadłość PZPS Chełmek. Bata nadal funkcjonuje w Polsce, ale tylko w postaci sklepów obuwniczych. Butów tej marki już się u nas nie produkuje.

Łukasz Karczmarzyk
żródło foto:flickr.com/Sludge G/brama fabryki obuwia w Chełmku - lata 30-te XX wieku.