Ile dzieli biednych od bogatych

W ubiegłym roku nierówności dochodowe w naszym kraju spadły – wynika z najnowszych danych GUS. Różnica pomiędzy bogatymi a biednymi wciąż jest jednak ogromna, znacznie większa niż np. w krajach skandynawskich. Systemowym rozwiązaniem tego problemu mogłoby być wzmocnienie związków zawodowych.

Pod koniec maja Główny Urząd Statystyczny opublikował raport: „Sytuacja gospodarstw domowych w 2017 r.”, w którym zawarte zostały m.in. statystyki dotyczące zróżnicowania tzw. dochodu rozporządzalnego w poszczególnych grupach gospodarstw domowych. Dochód rozporządzalny to suma wszystkich dochodów w rodzinie (wynagrodzenie za pracę, świadczenia, emerytalne, rentowe i socjalne, dochody ze zgromadzonego kapitału itp.) pomniejszona o podatek dochodowy oraz składki na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne. Z danych GUS wynika, że dochód rozporządzalny na osobę w 20 proc. najbardziej majętnych rodzin w naszym kraju wyniósł w ubiegłym roku 3090 zł miesięcznie. To oznacza, że był on 4,7 razy wyższy od dochodu 20 proc. najniżej uposażonych gospodarstw domowych. Jedna piąta najbiedniejszych rodzin w Polsce mogła wydać miesięcznie jedynie 665 zł na osobę. Rok wcześniej najbogatsi mieli do dyspozycji 5,2 razy więcej pieniędzy od najuboższych, a w 2013 roku 6,7 razy więcej. W ocenie ekspertów GUS to wskazuje na istotne obniżenie dysproporcji dochodowych w Polsce. – Wiadomo, że gdy bezrobocie jest rekordowo niskie, rośnie płaca minimalna, a dodatkowo funkcjonują szczodre programy socjalne w rodzaju „Rodziny 500+”, różnice dochodowe maleją i bardzo dobrze, że tak się dzieje. Pytanie brzmi jednak, czy ten trend uda się utrzymać np. w czasie dekoniunktury gospodarczej. Trzeba też pamiętać, że nierówności dochodowe wciąż są w naszym kraju większe, niż np. w końcówce lat 80-tych ubiegłego wieku – mówi dr hab. Adam Mrozowicki, socjolog z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Ogromne majątki nielicznych
Warto również zauważyć, że przedstawione przez GUS dane dotyczące dochodu rozporządzalnego nie oddają w pełni rzeczywistego obrazu różnic w poziomie życia najbogatszych i najbiedniejszych Polaków. Zupełnie inne wnioski na ten temat można wyciągnąć na podstawie publikowanych przez Narodowy Bank Polski danych dotyczących rozkładu majątku w poszczególnych grupach gospodarstw domowych. W 2016 roku 41 proc. całkowitego majątku netto gospodarstw domowych znajdowało się w posiadaniu 10 proc. najbogatszych. Tymczasem 20 proc. najmniej zasobnych rodzin posiadało wówczas zaledwie 1 proc, całkowitego majątku gospodarstw domowych. Co więcej koncentracja majątku w grupie najbogatszych stale się powiększa. Jeszcze w 2014 roku jedna dziesiąta najlepiej uposażonych dysponowała 37 proc. całkowitego majątku gospodarstw domowych.

Nierówności największe w UE
Dane dotyczące nierówności w dochodzie rozporządzalnym znacząco różnią się także od statystyk przedstawiających dysproporcje w wynagrodzeniach za pracę, które w Polsce są najwyższe wśród wszystkich krajów Unii Europejskiej. Tak przynajmniej wynika z opublikowanego w ubiegłym roku opracowania Instytutu Badań Strukturalnych. W raporcie wskazano, że wynagrodzenia najlepiej opłacanych 10 proc. polskich pracowników są 4,7 razy wyższe niż płace 10 proc. najmniej zarabiających. Tymczasem średnio w UE najlepiej wynagradzani pracownicy zarabiają 3,5 razy więcej niż najgorzej uposażona grupa osób pracujących. Autorzy opracowania podkreślają, że tak wysokie dysproporcje w zarobkach, jakie występują w naszym kraju, są cechą charakterystyczną np. krajów południowoamerykańskich i azjatyckich, w których występuje niski poziom płacy minimalnej oraz ochrony zatrudnienia i niewielkie uzwiązkowienie pracowników.

Zorganizowani mają więcej
Na kluczową rolę związków zawodowych w niwelowaniu nierówności płacowych wskazuje również dr hab. Adam Mrozowicki. – Nieprzypadkowo najniższe zróżnicowanie wynagrodzeń w UE występuje w takich krajach, jak Szwecja, Dania czy Finlandia, gdzie związki zawodowe są bardzo silne. Również w warunkach polskich wyraźnie widać, że najwyższy odsetek tzw. biednych pracujących występuje w branżach, w których poziom zorganizowania pracowników jest bardzo niski – zaznacza ekspert z Uniwersytetu Wrocławskiego.

To właśnie wzmocnienie pozycji związków zawodowych oraz presja na zawieranie układów zbiorowych pracy, zwłaszcza na poziomie branżowym, mogłoby być sposobem na zniwelowanie nierówności dochodowych. – Podwyższenie płacy minimalnej czy programy socjalne są oczywiście szalenie istotne, ale są to działania doraźne, skuteczne tu i teraz. Natomiast, gdy mówimy o rozwiązaniach systemowych, instytucjonalne wzmocnienie zdolności przetargowych pracowników oraz możliwości organizowania się w związki zawodowe wydaje się być metodą o wiele bardziej skuteczną – wskazuje dr hab. Mrozowicki.

Łukasz Karczmarzyk
Źródło fot: pixabay.com/CC0