Historia z kolumbijskim węglem brzmi jak ponury żart

Sytuacja, w której spółki energetyczne nie odbierają zakontraktowanego surowca z polskich kopalń, a w tym samym czasie do gdańskiego portu wpływa największy w historii statek wypełniony węglem z Kolumbii, jest po prostu skandaliczna – mówi Dominik Kolorz, szef śląsko-dąbrowskiej „Solidarności”. 
 
Jak poinformował portalmorski.pl, wieczorem 20 kwietnia gdański Port Północny opuścił po rozładowaniu największy masowiec, jaki do tej pory został obsłużony w polskim porcie. Jednostka Agia Trias, której nośność wynosi ponad 185 tys. ton przywiozła do naszego kraju węgiel energetyczny zamówiony przez będącą pod kontrolą Skarbu Państwa spółkę PGE Paliwa. – 185 tys. ton to miesięczny urobek jednej dobrej kopalni. Gdy słyszy się coś takiego, apele rządzących o to, żeby w kryzysie kupować polskie produkty, brzmią jak ponury żart  – komentuje przewodniczący. 
 
Już wiele miesięcy przed epidemią koronawirusa górnicze związki zawodowe alarmowały, że kontrolowana przez państwo energetyka nie wypełnia kontraktów umów zawartych ze spółkami węglowymi. Spółki energetyczne nie odbierają i nie płacą za zakontraktowany wcześniej surowiec.  
 
Kryzys gospodarczy związany z COVID-19 i związany z nim spadek zapotrzebowania na energię jeszcze pogłębił ten problem. Według danych katowickiego oddziału Agencji Rozwoju Przemysłu na koniec lutego wyniosły 7,1 mln ton. 
 
W komunikacie przesłanym mediom biuro prasowe PGE stwierdziło, że kolumbijski węgiel został zamówiony jeszcze w ubiegłym roku, a spółka jest zobowiązana do wywiązywania się z zawartych umów. - Szkoda, że spółki energetyczne postępują tak tylko w przypadku umów zawieranych z zagranicznymi importerami, a kontraktów zawartych z polskimi producentami węgla zwyczajnie nie wypełniają. Naprawdę trudno zrozumieć sytuację, w której właściciel, czyli Ministerstwo Aktywów Państwowych toleruje takie praktyki, mimo że wie o nich od wielu miesięcy – podkreśla Dominik Kolorz. - Może, skoro rząd sobie z tym nie radzi, musimy wziąć sprawy w swoje ręce i gdy następny taki statek wpłynie do polskiego portu, po prostu zablokować jego rozładunek – dodaje przewodniczący.    
 
łk