Historia na dwóch kółkach

Kiedyś Romet był nie tylko potentatem na rynku krajowym, ale również największym producentem rowerów w Europie. Dzisiaj na miejscu bydgoskiej fabryki powstaje market meblowy, a jej park maszynowy już dawno pocięto palnikami na złom. Marka jednak przetrwała, wciąż produkuje jednoślady i wiedzie jej się coraz lepiej.

Bydgoszcz już przed drugą wojną światową stała się polskim zagłębiem rowerowym. Tutaj w latach dwudziestych powstały fabryki Tornowa, Jahra, Milnera i Femy, które po wojnie stały się bazą do budowy Zjednoczonych Zakładów Rowerowych Romet. Wokół fabryczek pączkowały rzemieślnicze zakłady i wyspecjalizowane warsztaty wytwarzające podzespoły oraz świadczące różnego rodzaju usługi dla większych producentów. W ten sposób w Bydgoszczy wykształciła się kadra fachowców, która po wojnie mogła odbudować przemysł produkcji jednośladów. W 1938 roku w Bydgoszczy produkowano 130 tys. rowerów, co stanowiło 60 proc. całej krajowej produkcji.

Największym przedwojennym bydgoskim zakładem, w którym produkowano rowery, była fabryka Wilhelma Tornowa, który po powrocie z I wojny światowej zaczął montować rowery z części sprowadzanych z Niemiec, do których sam produkował ramy. Pod koniec lat dwudziestych  zakład zatrudniał ok. 50 pracowników i produkował ok. 40 sztuk rowerów dziennie. Zakład stopniowo zmniejszał import podzespołów z zagranicy na rzecz krajowych dostawców. Z czasem opony i błotniki do rowerów Tornowa zaczęła produkować fabryka Apollo z Czechowic, a szprychy i łańcuchy poznańska Centra. Produkcja rosła w takim tempie, że w starej fabryce zaczęło robić się za ciasno. W 1938 roku zakład zatrudniał 400 osób i wytwarzał nawet 350 rowerów dziennie. Pojawił się pomysł budowy nowej, nowoczesnej fabryki we wschodniej części miasta. Na ten cel zakupiono już nawet grunty. Jednak ambitne plany pokrzyżowała wojna.

Początek ery Rometu   
Po wojnie w mniej lub bardziej zniszczonych bydgoskich fabryczkach powoli wznawiano produkcję rowerów, jednak jej wielkość nie była w stanie dorównać popytowi. W 1946 roku w Polsce było 1,2 mln rowerów. Jeden przypadał na 23 mieszkańców. 15 września 1948 roku powołano Zjednoczone Zakłady Rowerowe w Bydgoszczy, w których skupiono kilkanaście zakładów produkcyjnych z Bydgoszczy oraz innych polskich miast.

W 1956 roku zapadła decyzja o budowie nowej fabryki w bydgoskiej dzielnicy Fordon. Ukończenie inwestycji nie byłoby możliwe bez rometowskich inżynierów. Stworzenie nowoczesnego zakładu wymagało zakupu maszyn za granicą, na co nie było ani dewiz, ani politycznego przyzwolenia. Cześć parku maszynowego ostatecznie udało się sprowadzić z Zachodu, ale pozostałe urządzenia konstruktorzy musieli zbudować sami lub zaadaptować urządzenia z innych gałęzi przemysłu. Sami od podstaw stworzyli m.in. pneumatyczną maszynę do kalibrowania rur rowerowej ramy i podobne urządzenia do widelców i kierownic. W budujących się jeszcze i nieogrzewanych halach własnymi narzędziami instalowali tokarki, frezarki oraz inne urządzenia. Za zaplecze socjalne musiała wystarczyć miska z wodą i kilka haków na ubrania. Na początku lat 60-tych fabryka ruszyła pełną parą.

Pani Barbara Goc przepracowała w Romecie ponad 30 lat. Była zatrudniona w dziale sprzedaży, gdzie odpowiadała za planowanie i zawieranie umów. Wspomina, że gdy w 1963 roku po raz pierwszy weszła do nowo powstałej fabryki, to, co zobaczyła, zrobiło na niej ogromne wrażenie. - W tamtych czasach to był szczyt nowoczesności. Importowane maszyny, lakiernia i galwanizernia, której zazdrościli nam w całej Polsce. No i oczywiście taśmowa produkcja, co wówczas nie było normą. Pamiętam, że na końcu taśmy stały dwie osoby, które odbierały gotowe rowery. Te, które szły na eksport, były pakowane w kartony. Rowery na rynek krajowy pakowano w pokrowce papierowe lub z dermy - wspomina pani Barbara.

5 mln na eksport
Eksport był bardzo ważną częścią rometowskiej produkcji. Rowery z charakterystycznym pegazem trafiały m.in. do USA, Angli, Szwecji, Holandii, Grecji, Francji, RFN, czy Finlandii. W szczytowym okresie bydgoski zakład był potentatem nie tylko na rynku polskim, ale również największym producentem rowerów w Europie. Roczna produkcja osiągała ponad milion rowerów i motorowerów, z czego ok. 10 proc. szło na eksport. W połowie lat 80 całkowita liczba rowerów marki Romet sprzedanych za granicę przekroczyła 5 mln. - Były lata, w których eksportowaliśmy nawet 200 tys. sztuk. W całym kombinacie pracowało ok. 10 tys. ludzi, z czego ponad połowa w Bydgoszczy - mówi Barbara Goc.

Kultowe modele
Opisanie tylko najbardziej znanych produktów Rometu, to materiał na niejedną książkę. Masywne rowery turystyczne Kometa, Wagant, Meteor, Orkan czy składaki serii Wigry, Jubilat i Zenit, zna chyba każdy, kto pamięta nie tylko RPL, ale również lata dziewięćdziesiąte. Romety oczywiście miały swoje wady. Gumki hamulcowe ślizgały się na stalowych chromowanych obręczach, zawiasy w mniej udanych modelach składaków często pękały, a plastikowe siodełka po paru sezonach nadawały się do wymiany. Nie zmienia to faktu, że jakość rowerów produkowanych w Bydgoszczy mogłaby nawet dzisiaj uchodzić za wzór dla wielu producentów jednośladów. O tym, jak porządne były to pojazdy, świadczy chociażby to, że wiele z nich do dzisiaj można spotkać, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach i na wsiach. - Zupełnie osobną kategorią rowerów były wyczynowe wyścigówki robione na wymiar dla polskich kolarzy. Inne rowery budowaliśmy na tzw. czasówki, inne na długie odcinki, a jeszcze inne do treningów. Gdy kolarze wygrywali, byliśmy dumni i z nich, i z naszych rowerów - wspomina pani Barbara.

Komary w Bagdadzie
Kolejny segment produkcji bydgoskiego Rometu to motorowery i motorynki, które do dziś mają swoich wiernych pasjonatów. Na facebooku strona zrzeszająca miłośników Komarów, Ogarów i motorynek Pony ma 3 tys. fanów. Kiedyś silnikowe jednoślady niepodzielnie panowały na szosach polskich i nie tylko. W 1973 roku grupa studentów z warszawskich uczelni przejechała ośmioma Komarami trasę z Warszawy do Bagdadu. Wyprawa została opisana w czasopiśmie Młody Technik. Łącznie Komary przejechały ok. 9 tys. kilometrów. Bez problemu poradziły sobie z podjazdami w tureckich górach Taurus oraz bezdrożami syryjskich i irackich pustyń. Jedyne, na co narzekali uczestnicy wyprawy, to przegrzewające się w upalnym klimacie kondensatory oraz opony, dla których 9 tys. kilometrów jazdy po rozgrzanych asfalcie i piachu okazało się górną granicą wytrzymałości.

Upadek giganta
Dobra passa Rometu skończyła się po 1989 roku. Zakład nie miał środków na unowocześnienie asortymentu, a rządzący nie byli zainteresowani ochroną rodzimego rynku jednośladów. Polskę zalały ogromne ilości azjatyckich „górali”, wyglądających znacznie bardziej efektownie niż składaki i ciężkie rowery turystyczne. Dla ówczesnych konsumentów zachłyśniętych nowością jakość zeszła na dalszy plan, a w rowerze najważniejsze było, aby miał grube opony i jak najwięcej przerzutek. Spóźnione wypuszczenie na rynek nowoczesnego motoroweru Chart i roweru górskiego nie było w stanie nic zmienić.

W 1998 roku Romet ogłosił upadłość. Część bydgoskich hal wyburzono, w innych budynkach działają prywatne firmy z różnych branż. Niedawno na terenie dawnej fabryki rozpoczęto budowę Ikei. - Kiedy się tamtędy przejeżdża, serce się kraje. Jednak najgorzej było, gdy w naszym zakładzie już był syndyk, a część z nas jeszcze pracowała. Kiedy już sprzedano wszystko, co się dało, na drogę dojazdową do zakładu wynieśli nasze linie produkcyjne, z których wszyscy byliśmy dumni i zaczęli je ciąć palnikami. Dorobek kilku pokoleń pocięto na złom - opowiada pani Barbara.

Nowe życie
Romet nie przepadł jednak w całości. W 1999 roku firma Arkus, będąca wcześniej jednym z największych sprzedawców bydgoskich jednośladów, kupiła rometowski zakład w Jastrowie, a rok później zakład w Kowalewie Wielkopolskim. Jednak, co chyba najważniejsze, Arkus nabył również prawa do używania marki Romet oraz jej produktów. Nowy właściciel utrzymał produkcję rowerów i rozwinął firmę. Dzisiaj Arkus&Romet Group produkuje rocznie ok. 400 tysięcy jednośladów, z czego połowa trafia na eksport. Ubiegłoroczny przychód spółki wyniósł 230 mln zł. Firma z powodzeniem sprzedaje również skutery, motorowery i motocykle. Choć część komponentów do jednośladów produkowanych pod szyldem Romet pochodzi z Azji, nie zmienia to faktu, że jest to jedna z niewielu słynnych polskich marek, która dalej jest obecna na rynku. I co równie ważne, jej właścicielem pozostał polski kapitał.

Łukasz Karczmarzyk

foto:wikipedia.org/travelarz