Gdyby nie emigracja, mielibyśmy kolejne dwa miliony bezrobotnych

Według szacunków resortu pracy w czerwcu bezrobocie zmniejszyło się do 7,2 proc. Czy Pani zdaniem sytuacja na rynku pracy rzeczywiście jest już dobra?
– Pozytywne jest to, że sytuacja się dość znacznie poprawia. Jednak to, że stopa bezrobocia spadła do poziomu 7,2 proc. nie oznacza, że problem bezrobocia został w pełni rozwiązany. 
W tej chwili bez pracy pozostaje około 1,2 mln Polaków, co stanowi ogromny utracony potencjał. Gdyby nie emigracja, mielibyśmy kolejne dwa miliony bezrobotnych, bo tyle mniej więcej ludzi w ostatnich latach wyjechało do Wielkiej Brytanii, Niemiec i innych krajów, gdzie znalazło zatrudnienie. Poza tym bezrobocie rozkłada się nierówno. Na ścianie wschodniej jest znacznie wyższe niż np. w Warszawie czy w innych dużych miastach. Na skutek m.in. braku w całym okresie transformacji planów przestrzennego zagospodarowania kraju wiele obszarów zostało zmarginalizowanych, wykluczonych społecznie. Zlikwidowano niektóre połączenia kolejowe, autobusy jeżdżą rzadko, bądź są drogie, a odległość do miast, w których ludzie mogliby znaleźć pracę, jest znaczna. To powoduje, że pogarszają się warunki życia i funkcjonowania rodzin. W wielu rejonach wciąż utrzymuje się syndrom popegeerowski, na bezrobocie trafiają kolejne pokolenia, wiele młodych osób w wieku produkcyjnym nie ma pracy. Kwestia rynku pracy to problem znacznie bardziej złożony niż tylko liczba aktualnie bezrobotnych. To także problemy m.in. natury demograficznej, edukacyjnej, funkcjonowania rodziny oraz pomocy rodzinie.
 
Pod względem innowacyjności gospodarki i poziomu płac Polska znajduje się w ogonie państw europejskich. W 2016 roku mediana zarobków w naszym kraju wynosiła tylko 2650 zł brutto...
– W całym okresie transformacji realizowany był w Polsce model konkurowania oparty na niskich płacach. Wynagrodzenia rosły znacznie wolniej niż wydajność pracy. Taka gospodarka nigdy nie będzie dostatecznie innowacyjna. Taniej pracy się nie szanuje. W uproszczeniu można to scharakteryzować następująco: właściciel firmy zaczyna się zastanawiać: po co mam inwestować w drogie nowoczesne urządzenia, skoro te same prace mogą wykonywać tani pracownicy. Dotyczyć to może nawet prostych prac, jak np. sprzątanie, gdzie niejednokrotnie rezygnuje się z wysoce wydajnych urządzeń czyszczących, skoro można zatrudnić tanich pracowników sprzątających. Nierzadko też efektywni, mądrzy pracodawcy dbają o to, żeby płace w firmach były wyższe, a pracownicy dobrze traktowani. Sprzyja to podnoszeniu wydajności pracy i motywacji pracowników do podnoszenia kwalifikacji. Pracownik, który jest nisko opłacany, źle traktowany nierzadko źle pracuje, nie jest kreatywny a przy tym bywa, że nie jest też lojalny. Stanowi to barierę innowacyjności. Niestety w wielu przedsiębiorstwach w Polsce ciągle jeszcze panuje przestarzały, industrialny wzorzec pracy, a w niektórych przedsiębiorstwach nawet folwarczny, polegający na przedmiotowym traktowaniu ludzi.
 
W czerwcu pracodawcy zgłosili do powiatowych urzędów pracy niewiele ponad 146 tys. wolnych miejsc pracy...
– To oznacza, że wciąż wiele osób poszukujących pracy jej nie znajdzie. Zarazem oznacza to niedopasowanie kwalifikacji osób gotowych od podjęcia pracy do potrzeb pracodawców. To, że spośród prawie 1,2 mln bezrobotnych pracodawcy chcą zatrudnić ok. 1/7 wcale nie jest jednoznaczne z tym, że szybko znajdą odpowiednich ludzi. Na rynku brakuje pracowników wykwalifikowanych, bo wielu specjalistów np. pielęgniarki, lekarze i inżynierowie budownictwa, wyjechało z kraju. Mimo to jeszcze przez długi okres bezrobocie w Polsce będzie się utrzymywało powyżej 4 proc., czyli powyżej tzw. bezrobocia naturalnego. Część osób nie będzie w stanie znaleźć pracy, ponieważ ich kwalifikacje nie są dostosowane do potrzeb gospodarki.
 
Winą za brak kwalifikacji osób poszukujących pracy pracodawcy obarczają system edukacji…
– Żadna uczelnia, choć wyposaża absolwentów w wiedzę, dającą podstawy do pracy zawodowej, nie daje gotowych, wyspecjalizowanych branżowo pracowników. W Polsce jest to kwestia tym bardziej trudna, że wciąż za mało korzystaliśmy z doświadczeń np. Niemców w zakresie dualnego kształcenia, które polega na łączeniu nauki z praktyką zawodową. Niemieccy pracodawcy współfinansują nauczanie i współpracują z zawodowymi szkołami wyższymi, a także średnimi. Pracodawcy w Polsce chcieliby przyjmować gotowych pracowników i czerpać zyski z ich pracy, bez ponoszenia nakładów na ich wykształcenie. Oczywiście większe zakłady wydają pieniądze na szkolenia, ale współpraca z uczelniami pod kątem dostosowania umiejętności pracowników do potrzeb gospodarki, wciąż jest za mała. Taka współpraca powinna się odbywać także na poziomie szkół średnich, w tym techników.
 
Zmian zachodzących w gospodarce nie możemy zatrzymać.Jesteśmy świadkami przełomu cywilizacyjnego spowodowanego rozwojem technologii cyfrowych…
– Z tego względu kwestia rynku pracy jest obecnie jedną z najtrudniejszych. Robotyzacja, wykluczająca ludzi z pracy, będzie postępowała. Dawniej parking obsługiwał człowiek, dzisiaj przykładamy plastikową kartę lub naciskamy odpowiedni przycisk i mamy otwarty wjazd. Kurczy się epoka industrialna, co nie oznacza, że kurczy się przemysł. Ktoś przecież komputery, telewizory, telefony, a także odzież i meble musi produkować. 
 
Nowoczesne technologie wymagają wiedzy…
– Technologie cyfrowe będą się rozwijać i coraz więcej ludzi będzie szukać pracy. Postęp nie musi oznaczać jednak rosnącego bezrobocia, jedne zawody znikają, a w ich miejsce pojawiają się nowe. Tę kartę, którą otwieramy parking ktoś musi wyprodukować, ktoś musi programować i obsługiwać system elektroniczny. Oczywiście są to zawody wymagające większych umiejętności. By ludzie mogli się przygotować do zmian, po pierwsze muszą się więcej uczyć, po drugie, muszą mieć na to czas. Dlatego też w niektórych krajach podejmuje się prace nad programami skracania czasu pracy. Eksperymentalnie np. Szwecja skróciła czas pracy dla urzędników w Göteborgu i okazało się, że ci sami ludzie mogą wykonywać swoją pracę lepiej, choć w krótszym czasie. Zyskują czas wolny dla siebie i dla rodzin, co nakręca popyt w gospodarce, w tym np. popyt na dobra kultury, rozrywki i inne.
 
Pracownicy potrzebują przede wszystkim stabilizacji, a jednym z największych problemów na polskim rynku pracy jest nadużywanie przez pracodawców umów cywilnoprawnych...
– Szybkie tempo przemian w gospodarce sprawia, że systemy zatrudnienia muszą się także zmieniać i uelastyczniać. Jednak Polska bije rekordy w Unii Europejskiej, jeśli chodzi o krótkoterminowe umowy cywilnoprawne, określane żargonowo, mimo protestów prawników, jako tzw. „śmieciówki”. Często tego typu umowy zawierane są w miejsce etatowych umów o pracę, choć w rzeczywistości jest to praca etatowa. Takie zafałszowujące rzeczywistość umowy, podpisywane na krótki okres są z reguły niekorzystne zarówno dla pracowników, ale w dłuższej perspektywie także i dla pracodawców. Niszczy to m.in. kapitał społeczny, kapitał relacji społecznych, co np. może skutkować brakiem lojalności z obydwu stron. Pracownik nie ma poczucia bezpieczeństwa pracy i należytej motywacji do pracy, a pracodawca nie dba o dokształcanie pracowników, mając świadomość, że w każdej chwili może ich wymienić na innych.
 
Żeby ograniczyć śmieciowe zatrudnienie, zrobiono już sporo: oskładkowono umowy zlecenia, ograniczono okresy stosowania umów terminowych, a także wprowadzono klauzule społeczne do zamówień publicznych. Co jeszcze wymaga zmian?
– Pozostał problem umów o dzieło. Od zdecydowanej większości takich umów składki na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne nie są odprowadzane. W Polsce spory obszar stosunków pracy wciąż wymyka się opodatkowaniu. Jest bardzo wiele miejsc, w których pracownik formalnie zatrudniony na etacie z 8 godzinnym dniem pracy, w rzeczywistości nierzadko pracuje znacznie dłużej, niekiedy 12 godzin. To jest pole do działania dla Państwowej Inspekcji Pracy, która wnikliwiej powinna analizować co dzieje się w firmach. Pracownik zmęczony, przepracowany nie może być dostatecznie wydajny i kreatywny. Pracownicy w Polsce należą do najbardziej przepracowanych w UE. Zaś przepracowanie w wielu zawodach np. medycznych jest wręcz groźne dla otoczenia. Zwiększa ryzyko rozmaitych błędów i zawodowych nieprawidłowości, co przekłada się na koszty w ostatecznym rachunku zawsze pokrywane przez podatników. Niekorzystnie wpływa to na całą gospodarkę i jakość relacji społecznych, jakość życia ludzi.
 
prof. Elżbietą Mączyńską, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego i wykładowcą Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie rozmawiała Agnieszka Konieczny