Fikcja niepełnego etatu

W naszym kraju ponad 1,2 mln osób pracuje na niepełen etat. Bardzo często jest to jedyna dostępna forma zatrudnienia, a nie wybór samych pracowników. Nierzadko również zatrudnienie w niepełnym wymiarze jest fikcją stosowaną przez nieuczciwych pracodawców.

Jak wynika z badań Głównego Urzędu Statystycznego, w drugim kwartale ubiegłego roku spośród 16 mln pracujących Polek i Polaków 1,2 mln było zatrudnionych w niepełnym wymiarze czasu pracy. To ok. 6,7 proc. ogółu pracowników, czyli znacznie mniej niż w innych krajach Unii Europejskiej. Średnia w UE wynosi 19,5 proc.

Sposób na elastyczność
Jak wskazuje dr hab. Adam Mrozowicki, socjolog z Uniwersytetu Wrocławskiego, liczba pracowników zatrudnionych na niepełen etat w naszym kraju jest niższa w porównaniu do innych europejskich państw z dwóch powodów. Pierwsza przyczyna jest bardzo łatwa do odgadnięcia. W polskich warunkach osoba zatrudniona w niepełnym wymiarze zazwyczaj zarabia zbyt mało, by móc się utrzymać. Natomiast drugi powód to rozpowszechnienie na polskim rynku umów śmieciowych, które zastępują kodeksowe umowy o pracę. – Warto zauważyć, że mimo poprawy sytuacji na rynku pracy, liczba umów cywilnoprawnych jest niemal taka sama jak kilka lat temu. W krajach, w których popularne jest zatrudnianie w niepełnym wymiarze, stanowi ono element uelastycznienia rynku pracy, z którego chętnie korzystają pracodawcy. W Polsce tę elastyczność osiągnięto w inny sposób, właśnie poprzez umowy cywilnoprawne – tłumaczy dr Mrozowicki.

Mniejsze niż w innych europejskich państwach rozpowszechnienie zatrudniania na niepełen etat nie oznacza, że tę kwestię należy bagatelizować. Tym bardziej że po tę formę zatrudnienia często sięgają nieuczciwi pracodawcy. Karolina jest kelnerką w jednej z katowickich restauracji. Na umowie ma 1/4 etatu, choć w rzeczywistości spędza w miejscu pracy znacznie więcej czasu. – Cały etat mają u nas tylko kucharki. Wszystkie kelnerki mają umowy takie, jak ja. Na razie taka praca mi pasuje, bo mogę pogodzić ją ze studiami, ale wiem, że to nie w porządku – mówi Karolina.

Nie tylko małe firmy
Problem fikcyjnego zatrudnienia na niepełen etat dotyczy jednak nie tylko małych firm. Od lat z tą kwestią zmaga się m.in. handlowa Solidarność. Alfred Bujara, przewodniczący Krajowego Sekretariatu Banków, Handlu i Ubezpieczeń NSZZ Solidarność podkreśla, że nadużywanie tej formy zatrudnienia jest normą w wielu dużych sieciach handlowych. – Sieci chwalą się w mediach podwyżkami wynagrodzeń, ale nie dodają, że większość pracowników zatrudniają na pół lub trzy czwarte etatu, choć tak naprawdę ci pracownicy pracują znacznie dłużej.Co więcej,  często te nadgodziny nie są nigdzie ewidencjonowane i pracownicy nie dostają za nie wynagrodzenia. Tam, gdzie działa Solidarność, staramy się walczyć z tym zjawiskiem, jednak w wielu sieciach handlowych nie ma związków zawodowych lub są one bardzo słabe – zaznacza przewodniczący.

Zjawisko fikcyjnego zatrudniania w niepełnym wymiarze jest powszechnie znane, jednak podobnie jak w przypadku innych elementów szarej strefy na rynku pracy, trudno je dokładnie zmierzyć, a jeszcze trudniej z nim walczyć. Jak wynika z badania portalu rynekpracy.pl, w 2015 roku 41 proc. Polaków pracowało częściowo lub wyłącznie w szarej strefie. Część z tych osób z pewnością stanowią właśnie pracownicy zatrudnieni oficjalnie na część etatu, którzy w rzeczywistości pracują w pełnym wymiarze godzin. Nie wiadomo jednak, jak duża jest to grupa. Pracownicy, których ten problem dotyka, nie chcą lub boją się zgłaszać do Państwowej Inspekcji Pracy, a to z kolei sprawia, że inspektorzy PIP są bezradni.

Recepta – związki zawodowe
W ocenie dr. Mrozowickiego najskuteczniejszą receptą na wyeliminowanie tego zjawiska jest tworzenie przez pracowników silnych związków zawodowych. – Związki mają do tego skuteczne narzędzia, pod warunkiem, że są one silne i liczne. Wystarczy porównać np. dwie branże: handel i motoryzację. Obie są potencjalnie narażone na nadużywanie zatrudniania w niepełnym wymiarze. W handlu, mimo starań związków zawodowych, w tym również Solidarności, mamy do czynienia z tego typu nadużyciami, bo poziom uzwiązkowienia jest bardzo niski. W motoryzacji, gdzie pozycja organizacji pracowniczych jest znacznie silniejsza, problem ten na większą skalę w zasadzie nie występuje – wskazuje socjolog.

Łukasz Karczmarzyk
Źródło foto: pixabay.com/CC0