Europosłowie i eurolenie

Dwa i pół roku temu napisałem w tej rubryce felieton o tym, że duże koncerny sprzedają w Europie produkty tej samej marki, w takich samych opakowaniach, ale o zupełnie innych składach. Te lepszej jakości trafiają do tzw. „starej Unii” a te gorsze robione, z byle czego do nas i naszych sąsiadów z Europy Środkowo-Wschodniej. 
 
Większość z nas od dawna wiedziała, że tak właśnie jest i proszek do prania kupiony w sklepie z „chemią z Niemiec” pierze lepiej od proszku tej samej marki z etykietką napisaną po polsku. Jednak o sprawie zaczęto mówić na poważnie dopiero, gdy Czesi postanowili sprawdzić tę intuicyjną wiedzę i zbadać w laboratorium składy popularnych produktów. Okazało się np., że popularny napój gazowany wielkiego międzynarodowego koncernu na rynek niemiecki był słodzony prawdziwym cukrem, a dla mieszkańców naszej części Europy sztucznymi, szkodliwymi dla zdrowia słodzikami. Z innymi produktami spożywczymi rzecz wygląda identycznie. Na Zachodzie jest wysoka jakość i dobre składniki, u nas syf.
 
Dwa i pół roku temu pisałem, że Słowacy, którzy wtedy sprawowali prezydencję w UE, postanowili zrobić z tym porządek i zakazać podwójnych standardów. Puenta felietonu była mało optymistyczna. Wówczas i mnie, i wszystkim innym, którzy komentowali tę sprawę, wydawało się mało realne, że cokolwiek uda się wskórać.
 
Na szczęście nie miałem racji. Czesi i Słowacy drążyli temat, a wsparła ich Rumunia, która obecnie sprawuje prezydencję w UE. W efekcie kilka dni temu Parlament Europejski przegłosował dyrektywę zakazującą sprzedaży produktów podwójnej jakości. Okazuje się więc, że tzw. nowym krajom członkowskim UE czasem udaje się wywalczyć coś konkretnego, co niekonieczne jest na rękę największym europejskim mocarstwom, a nawet godzi w ich interesy. Potrzebna jest do tego determinacja, wytrwałość, mocne merytoryczne argumenty i umiejętność „sprzedania tematu” opinii publicznej.
 
A teraz dla kontrastu przytoczę inne, niedawne głosowanie w PE. Pod koniec marca europosłowie decydowali o przyjęciu 4 aktów prawnych dopełniających tzw. „pakiet zimowy”, czyli – mówiąc w skrócie – kolejne zaostrzenie unijnej polityki klimatyczno-energetycznej, która stanowi ogromne zagrożenia dla polskiej gospodarki i miejsc pracy w przemyśle. Wszyscy bez wyjątku zagłosowali za szkodliwymi dla Polski rozwiązaniami. Nikt nawet nie wstrzymał się od głosu. Polscy europosłowie z wszystkich ugrupowań głosowali ręka w rękę, choć na krajowym podwórku twierdzą, że różni ich absolutnie wszystko.
 
Oczywiście można powiedzieć, że łatwiej walczyć o prawa konsumentów, niż o energetykę węglową. Łatwiej przekonać polityków z innych krajów, że napoje gazowane w całej UE powinny mieć taki sam skład, niż nakłonić ich do przyznania, że można chronić środowisko bez likwidacji kopalń i przemysłu. Może i łatwiej. Szkoda tylko, że żaden z polskich europosłów nie postanowił tego sprawdzić.
 
Trzeci z Czwartą:)
źródło foto: flickr.com/Sebastian Bertrand