Ekonomia to nie matematyka

Ekonomia jest nauką społeczną, nie ścisłą. Już jakiś czas temu, ze dwa lata temu z okładem, w tym tygodniku, tym właśnie zdaniem zaczynałem felieton. Dlaczego się powtarzam? Biorę przykład z najlepszych. Otóż taki Katon Starszy na przykład każde swoje wystąpienie w rzymskim Senacie kończył słowami: „A poza tym sądzę, że Kartaginę należy zniszczyć”. W ten sposób podkreślał, że dopóki to fenickie miasto-państwo w Afryce Północnej będzie istnieć, Rzym nie będzie mógł czuć się bezpiecznie. Co było zresztą świętą prawdą, oczywistą oczywistością – jak mawia inny klasyk, choć jednak dużo, dużo młodszy. O blisko dwa tysiące dwieście lat. Tę metodę wpajania prawdy do głowy stosowano przez wieki. Z różnym skutkiem, ale śmiem twierdzić, że i tak nie ma skuteczniejszego sposobu nauki, niż powtarzanie nawet zdawałoby się najbardziej oczywistych oczywistości. Więc przypominam i powtarzam, że ekonomia jest nauką społeczną. Dlaczego to robię? Zasadniczo z tego samego powodu, dla którego nieżyjący już Andrzej Lepper powtarzał: „Balcerowicz musi odejść”. Wielu z niego kpiło, tymczasem okazało się, że gdy ów sposób myślenia prezentowany przez Balcerowicza i środowisko, które reprezentował, przestał być traktowany jako objawiona prawda jedyna, jedynie słuszny pogląd ekonomiczny i polityczny zarazem, liczba Polaków, którym zaczęło się wieść lepiej, znacząco wzrosła. Co, nawiasem mówiąc, jest kolejnym dowodem na to, że warto przypominać, iż ekonomia jest nauką społeczną. Owszem, korzystającą z matematyki i chętnie usiłującą matematyką przykryć swój mało ścisły charakter, ale nauką społeczną jednak. I nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej.

Gdy politycy Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego forsowali podwyższenie wieku emerytalnego do 67. roku życia, przedstawiali szereg wyliczeń dokonanych przez wybitnych ponoć ekonomistów, opinie demografów i socjologów (kolejne dziedziny nauk społecznych, a nie ścisłych), którzy twierdzili, że bez tej operacji cały system ubezpieczeń społecznych się załamie. Grupa innych ekonomistów, demografów, socjologów i reprezentanci NSZZ Solidarność twierdzili, że to wierutna bzdura. System owszem może się załamać, ale ratować należy go w inny sposób. Na pewno nie poprzez podwyższanie wieku emerytalnego. Jak to mówią reporterzy telewizyjni: „czas pokazał”, że w tym ekonomicznym sporze rację miał związek zawodowy i jego eksperci. Dzięki wysiłkom Solidarności i prezydenta, w zeszłym roku przywrócono w Polsce poprzedni, niższy wiek emerytalny. I co? Zamiast zapowiadanego krachu, nastąpiło coś zupełnie odwrotnego. Do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych wpłynęło najwięcej pieniędzy od przeszło dekady i taki trend utrzymuje się w tym roku. W Polsce jest najniższa od ćwierćwiecza stopa bezrobocia, jednocześnie ludzie mają lepsze zarobki. Jasne, że chciałoby się, żeby w kwestii wynagrodzeń i poziomu emerytur było dużo lepiej niż jest, ale to temat na odrębny tekst.

Obok ekonomii, demografii, socjologii czy politologii do rodziny nauk społecznych należy też historia. To nauka, która teoretycznie daje nam możliwość wyciągania wniosków i unikania popełniania tych samych błędów. Pokazuje, gdzie wygraną dawał przede wszystkim zdrowy rozsądek, a gdzie niezbędna była pewna doza szaleństwa, przekory i odwagi pójścia pod prąd. Od nas zależy, czy i jak z tej nauki skorzystamy.

Jeden z Drugą:)