Dwie nowe organizacje związkowe w Tychach

W spółce Die Tech w Tychach oraz w tyskim Przedsiębiorstwie Komunikacji Miejskiej powstały zakładowe organizacje związkowe NSZZ Solidarność. Pracownicy tych firm założyli związek, żeby reprezentować przed pracodawcą interesy wszystkich pracowników i upominać się o poprawę warunków pracy.
 
Nie chcieliśmy dłużej z boku patrzeć na to, co dzieje się w firmie. Skrzyknęliśmy się i założyliśmy Solidarność. Najpierw do związku zapisało się kilkanaście osób, potem dołączyły kolejne – mówi Arkadiusz Szramek, przewodniczący Solidarności w spółce Die Tech. Jest to firma działająca w branży motoryzacyjnej, produkująca części do samochodów. Zatrudnia ok. 150 pracowników. Jak mówi Marek Sowa, sekretarz komisji zakładowej, najważniejszym celem, jaki postawili przed sobą związkowcy, było rozpoczęcie dialogu z pracodawcą. – Chcieliśmy mieć kontakt z dyrekcją i wspólnie rozwiązywać najpilniejsze problemy – dodaje Marek Sowa. Podkreśla, że Solidarność działa w firmie od lipca i od tego czasu związkowcom udało się doprowadzić do dwóch spotkań z pracodawcą. 
 
Bieżące problemy
Jednym z problemów do rozwiązania jest uregulowanie kwestii związanych z normami produkcyjnymi. W ocenie związkowców są one wygórowane i trudne do spełnienia. Zdarzają się takie sytuacje, że normy są zmieniane z dnia na dzień. Pracownicy mają potem problemy z ich wykonaniem i tracą część wynagrodzenia. Innym problemem jest pozbawianie premii absencyjnej tych pracowników, którzy regularnie oddają krew. – Ta premia wynosi 500 zł, ale żeby ją dostać, nie można opuścić ani jednej dniówki. W naszej firmie jest kilku krwiodawców. Z jednej strony pracodawca podkreśla, że popiera oddawanie krwi, z drugiej pozbawia tych pracowników premii, tłumacząc, że, gdy ich nie ma, pojawiają się problemy z obłożeniem produkcji. Dlatego chcemy wprowadzić grafiki, żeby pracownicy mogli na zmianę oddawać krew i nie tracili premii – dodaje Arkadiusz Szramek.
 
Podwyżki wynagrodzeń
W najbliższych tygodniach związkowcy przedstawią także postulaty dotyczące podwyżek wynagrodzeń. W zeszłym roku pracodawca zaproponował pracownikom podwyżki indywidualne, uzależnione od zaangażowania w pracę każdej osoby. W ocenie związkowców, to rozwiązanie się nie sprawdziło, ponieważ podwyżkę otrzymała tylko niewielka grupa pracowników. – Postulaty, które przedstawimy, na pewno nie będą oderwane od rzeczywistości i możliwości firmy – podkreślają liderzy związku.
 
W tyskim Przedsiębiorstwie Komunikacji Miejskiej zakładowa organizacja Solidarności działa od września tego roku. – Zorganizowaliśmy się, gdy zarobki młodych pracowników zaczęły spadać. W tej chwili niektórzy kierowcy z krótkim stażem pracy zarabiają nawet 1800-1900 zł na rękę – mówi Anna Brzezińska, przewodnicząca Solidarności  w PKM w Tychach.Podobnie jak w spółce Die Tech  pracownicy PKM-u mają bardzo ograniczony dostęp do informacji. – Nie wiemy, co się dzieje w firmie. Nie jesteśmy informowani o zmianach planowanych przez dyrekcję. Chcielibyśmy, żeby przepływ informacji był większy – dodaje.
 
Reprezentują załogę 
Zakładowa Solidarność, w przeciwieństwie do związków branżowych, będzie reprezentować przed pracodawcą wszystkie grupy zawodowe, zwłaszcza te, w których wynagrodzenia są najniższe. Celem związkowców jest poprawienie warunków pracy i płacy wszystkich osób zatrudnionych w przedsiębiorstwie, a to można osiągnąć tylko w drodze negocjacji, podpisując z pracodawcą stosowne porozumienia. 
 
W najbliższych tygodniach w firmie rozpoczną się rozmowy płacowe. Solidarność podobnie, jak inne związki zawodowe działające w spółce, zamierza wziąć w nich udział. Związkowcy z „S” do pomocy będą mieli ekonomistę z Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ Solidarność. W ocenie Anny Brzezińskiej, takie wsparcie jest bardzo potrzebne. – Właśnie dlatego założyliśmy Solidarność, bo ten związek posiada zaplecze eksperckie. Pomoc prawników i ekonomistów, zwłaszcza na początku działalności związkowej, jest nieoceniona. Dzięki temu możemy uniknąć błędów, których potem moglibyśmy żałować – dodaje przewodnicząca związku w PKM w Tychach.
 
Agnieszka Konieczny