Dorośli i wieczorynki

Mijałem wczoraj liść klonu, podczas jego ostatniej w życiu akcji. Spadał lotem ślizgowym na skwerek. Kolorem przypominał nieco liść z kanadyjskiej flagi, ale tylko nieco. Trochę mu jednak brakowało. Gdybym był kobietą, to opisałbym tę barwę w kilku słowach, ale byłyby one zrozumiałe tylko dla jej koleżanek. Im po tym krótkim opisie liść ów wyświetliłby się przed oczyma jak na fotografii uczynionej ręką profesjonalisty. Jako że zakładam, iż tekst niniejszy czyta też płeć inna, nazywana również (i słusznie) brzydką, bądź nie wiedzieć czemu przeciwną, pragnę powiedzieć, że liść nie był taki jak na kanadyjskiej fladze, tylko jaśniejszy. Jeśli jesteś z pokolenia pamiętającego tzw. kubańskie pomarańcze, to właśnie taki był ten liść. Zielono-pomarańczowy z plamami. Jeśli jesteś z innego pokolenia, to zapytaj starszych. Ja z Tobą o kolorach nie jestem w stanie sensownie rozmawiać. Zdjęcia moich rodziców i zdjęcia z mojego dzieciństwa wyraźnie wskazują, że urodziłem się w czasach, kiedy świat był czarno-biały jak ekran telewizora, na którym oglądałem „dobranocki”i „wieczorynki”. A jak powszechnie wiadomo, większość ludzi najmilej wspomina dzieciństwo, nawet jeśli było ono tylko czarno-białe. A może właśnie dlatego. Wobec powyższego nawiązanie międzypokoleniowej nici porozumienia w kwestii kolorystyki wydaje się niezwykle trudne, a w niektórych przypadkach wręcz niemożliwe.

Niegdyś jedna wieczorynka uczyła, bawiąc i bawiła, ucząc. Teraz są całodobowe kanały wypełnione, jak to się okropnie dziś mówi: „tym kontentem”. Cytując klasyka, o take zresztą telewizję walczyliśmy, bo widzieliśmy jedynie „plusy dodatnie”, a zabrakło nam wyobraźni, by ujrzeć „plusy ujemne”. Nie byliśmy sobie w stanie wyobrazić, że miłośnicy jednego kanału z kreskówkami mogą zacząć wręcz nienawidzić miłośników innych kreskówek tylko z tego powodu, że tamci co innego oglądają. Miłośnicy Mini Mini kontra widzowie TVP ABC? Albo widzowie Boomeranga kontra oglądacze kanałów Disneya. Brzmi komicznie, prawda? No to teraz popatrzcie na dorosłych oglądaczy całodobowych prawd w TVP, TVN, Polsacie czy Republice? Część z nich pod wpływem telewizyjnego obrazu głupieje. Gdyby dać im do ręki łopatkę i wiaderko, to mamy murowaną rewolucję w piaskownicy, walenie po łbach, ciągnięcie za włosy, sypanie piaskiem po oczach i rozpaczliwe wzywanie dorosłych na pomoc. Tyle że bardziej dorosłych już nie ma. Oni są najstarsi, a jak dzieci się zachowują, jak dzieci…

Co wobec tego oglądać na dobranoc, aby uniknąć swarów i mordobicia? Najlepiej nic, a w zamian książkę poczytać, ale wiem, jak trudno zasnąć bez dobranocki. To część naszego rytuału przedsennego od dzieciństwa. Są kanały, gdzie można oglądać trzaskający ogień w kominku. Kiedyś miałem w kablówce kanał, na którym morze przez 24 godziny na dobę odbijało się od piaszczystego brzegu lub atakowało wulkaniczne wyspy bądź rzeźbiło klify. Fajne, ale zamiast usypiać irytowało pytaniem: Kto tam jeździ na urlop, za ile i dlaczego nas wciąż nie stać? A może włożyć odrobinę wysiłku, pójść do parku i nagrać na smartfonie spadające liście? Pół godziny nagrania, a potem wieczorem wystarczy podpiąć do telewizora i puścić we własnym domu. Cisza, spokój, relaks. Wszak o to koniec końców w dobranocce chodzi.

Z tym nagraniem liści na smartfonie to wymyśliłem już jakiś czas temu, ale wciąż pomysłu nie zrealizowałem. Dlaczego? Mógłbym oczywiście gardłować, że są jakieś zasady, których łamać nie wolno, że trzeba mieć kręgosłup, honor i charakter, i że nie po to co miesiąc płacę za kablówkę oraz abonament uiszczam, żeby łazić po parku liście nagrywać. Ale tak po prawdzie to mi się po prostu nie chciało.

Jeden z Drugą :)