Dopóki nie zobaczę, to nie uwierzę

Nie wiem, co to jest, ale strasznie mnie to wkurza. Od paru dni dosłownie nic mi się nie chce. Nawet nie chcieć też mi się nie chce. Popołudniami senność mnie ogarnia, przedpołudniami zresztą też. W nocy śpię, ale gdybym nie spał, pewnie też by mnie senność straszliwa ogarniała. Najchętniej bym ten czas, to cholerne wiosenne zmęczenie przespał, ale nie mogę. Muszę parę ważnych spraw ku chwale Ojczyzny oraz naszego Tygodnika dokończyć. Na przykład felieton do tego numeru. Miałem nadzieję, że koleżka podpisujący się pseudonimem Trzeci z Czwartą to zrobi, ale odmówił, zasłaniając się nawałem obowiązków. No i wyjścia nie mam. Muszę ja, czyli my, czyli Jeden z Drugą.
 
Nie lubię tak spóźniony, tak po wszystkich, jeszcze raz temat gnieść, rozdrabniać i przeżuwać. Nie lubię, ale muszę. Wszak w polskiej polityce, a tak po prawdzie w całym, tzw. polskim życiu publicznym w ostatnich tygodniach nie wydarzyło się nic, co przebijałoby tzw. piątkę Kaczyńskiego. I co gorsza, prawdopodobnie nic takiego w najbliższych miesiącach przypuszczalnie nie wydarzy się. To tak, jakby na szachownicy stały warcaby i nagle przyszedł ktoś, kto zmiótłby to wszystko i po swoje stronie ustawił figury szachowe oraz pionki. Przygotowane do zadania mata w pięciu posunięciach. Z dzieciństwa pamiętam, że w szkolnej świetlicy kolesie niezadowoleni z takich numerów wzywali panią. Ewentualnie szli ciąć w „chińczyka” z mniej cwanymi. Ale tu wzywanie pani, nawet pani Unii nic nie da. Tu, jak to piszą na różnych poważnych portalach, jest już pozamiatane.
 
Z piątki prezesa całej Polski mnie jako ojcu dzieciom najbardziej podoba się rzecz jasna 500 plus dla każdej pociechy rodzinnej i narodowej. Wiem, że można było to „pincet” dać (a właściwe oddać podatnikom) inaczej, prościej, np. obniżając podatki, tworząc darmowe żłobki czy przedszkola, itd., itp., etc. Ale przecież nie o to w polityce chodzi, żeby uprościć, ale żeby jasno wskazać, komu Kowalski, durniu ty jeden nasz kochany, swoje szczęście zawdzięczasz. Rozumiem, nie ma pretensji, to jest polityka. Jednak dopóki nie zobaczę, to nie uwierzę.
 
Pamiętam, jak parę lat temu rządzący nam miłościwie też obiecywali 500 plus każdemu dziecku. W tym czasie mój kolega po kilku latach w miarę stabilnej pracy postanowił kupić mieszkanie, spłodzić potomka i zasadzić drzewo. Właśnie wtedy dowiedział się, ile jest warte planowanie wydatków, które choć trochę opiera się na obietnicach rządu.
 
Jeden z Drugą:)