Dominik Kolorz: Fundusz Sprawiedliwej Transformacji to pieniądze na własny pogrzeb

Przyzwyczailiśmy się już, że po każdym szczycie Rady Europejskiej wszyscy ogłaszają sukces, a każde wypracowane w Brukseli porozumienie określane jest mianem „historycznego”. Jednak zakończony we wtorek szczyt z punktu widzenia Śląska i Zagłębia rzeczywiście należy ocenić w miarę pozytywnie. Nie tylko ze względu na wielkość środków europejskich, które wynegocjował premier Morawiecki, choć kwota 750 mld zł robi wrażenie. Niezwykle ważny jest również zapis w konkluzjach ze szczytu unijnych przywódców, w którym potwierdzono, że Polska nie przyjmuje zobowiązania tzw. neutralności klimatycznej do 2050 roku, co dla naszego kraju, a szczególnie dla naszego regionu oznaczałoby gospodarczą katastrofę i trwałe zubożenie społeczeństwa. 
 
Tym bardziej oburzające są niektóre komentarze dotyczące ograniczenia wielkości tzw. Funduszu Sprawiedliwej Transformacji podczas negocjacji w Brukseli. Jeszcze w maju zapowiadano, że wielkość Funduszu może wynieść 40 mld euro, ostatecznie skończyło się na 17,5 mld euro. Co należy podkreślić, to są środki do podziału między wszystkie kraje członkowskie, na 7 lat. Polska może liczyć na ok. 3-4 mld z tej puli.   
 
Prof. Jerzy Buzek stwierdził po unijnym szczycie, że Fundusz Sprawiedliwej Transformacji miał sfinansować transformację energetyczną w naszym kraju, zbudować nowe atrakcyjne miejsca pracy – w domyśle w zamian za dziesiątki tysięcy utraconych miejsc pracy w przemyśle – oraz zwalczyć smog. W związku z powyższym obcięcie Funduszu to klęska Polski oraz zła wiadomość dla Śląska i Zagłębia. 
 
Chciałbym przypomnieć panu Buzkowi, że koszt transformacji energetycznej zgodnej z wymogami tzw. neutralności klimatycznej to dla naszego kraju niemal 500 mld euro. Naprawdę nie ma więc znaczenia czy z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji dostaniemy na to 3 czy 8 mld euro. W obu przypadkach to są pieniądze na własny pogrzeb, a nie na żadną transformację. Za środki z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji zbudowano by pewnie kilka skwerów i parków w miejscu zrównanych z ziemią zakładów przemysłowych. Z kolei pracownikom tych zakładów sfinansowano by kursy układania kwiatów i strzyżenia psów. I na tym by się skończyło. Przerabialiśmy to już w przeszłości. 
 
Chciałbym też przypomnieć panu profesorowi, że 20 lat temu to właśnie on jako premier likwidował znaczną część przemysłu ciężkiego w naszym regionie i wówczas również obiecywał góry pieniędzy z Banku Światowego, tysiące miejsc pracy i gospodarczy rozkwit. Do dzisiaj w wielu miastach na Śląsku i w Zagłębiu widać, ile warte były te obietnice. Chciałbym wreszcie przypomnieć, że głównym i w zasadzie jedynym celem unijnej polityki klimatycznej jest redukcja emisji CO2, a nie walka ze smogiem. To dwie zupełnie różne rzeczy i prof. Buzek wie to doskonale. Tak więc twierdzenie, że straciliśmy środki na walkę ze smogiem to nic innego jak cyniczna manipulacja. 
 
Na szczycie unijnych przywódców w Brukseli wbrew temu, co mówi Jerzy Buzek i jego koledzy z Platformy Obywatelskiej nie straciliśmy niczego istotnego. Za to zyskaliśmy bardzo wiele. Przede wszystkim nadzieję na to, że transformację gospodarki będziemy mogli prowadzić we własnym tempie i w sposób korzystny dla naszego regionu, a nie dla europejskich elit. Wywalczyliśmy też realne pieniądze na ten cel z funduszu odbudowy i z unijnego budżetu. Oczywiście jeszcze bardzo daleka i trudna droga przed nami. Jednak po szczycie unijnych przywódców w Brukseli możemy przynajmniej mieć nadzieję, że ta transformacja będzie rzeczywiście sprawiedliwa.
 
Dominik Kolorz, not. łk
Źródło foto: consilium.europa.eu