Delegowany nie znaczy gorszy

Osoby delegowane do pracy w innych krajach Unii Europejskiej nie będą mogły zarabiać mniej od pracowników miejscowych – to najważniejsza, ale nie jedyna zmiana, dotycząca zasad delegowania pracowników przegłosowana przez Parlament Europejski.

Nowe zasady delegowania pracowników Parlament Europejski przyjął 29 maja. Za zmianami opowiedziało się 456 eurodeputowanych, przeciwnych było 147, a 49 wstrzymało się od głosu. Żeby nowe zasady mogły wejść w życie, stanowisko PE musi zostać zatwierdzone przez Radę Unii Europejskiej. Następnie kraje członkowskie będą miały dwa lata na implementowanie zapisów dyrektywy do własnego porządku prawnego.
Propozycję nowelizacji dyrektywy z 1996 roku w sprawie delegowania pracowników w UE przedstawiono w zeszłym roku. Solidarność od początku opowiadała się za wprowadzeniem zmian do tego dokumentu i zwracała uwagę na nierówne traktowanie pracowników delegowanych przez część pracodawców. – Popieraliśmy rewizję tej dyrektywy, ponieważ ona daje szansę osobom delegowanym na takie same warunki pracy i płacy, co pracownikom miejscowym. Nie może być tak, że wysokość wynagrodzenia pracownika uzależniona jest od jego narodowości – mówi Andrzej Adamczyk, kierownik Biura Zagranicznego Komisji Krajowej NSZZ Solidarność.

Nierówne traktowanie
Obecnie wielu pracodawców wykorzystuje luki w dotychczas obowiązującej dyrektywie w zakresie ochrony pracowników. Prowadzi to do zaniżania wynagrodzeń pracowników delegowanych w stosunku do zarobków osób pochodzących z danego kraju oraz pozbawienia większości pracowników delegowanych uprawnień wynikających z układów zbiorowych pracy. – Do Solidarności zgłaszali się pracownicy delegowani, którzy twierdzili, że są nierówno traktowani przez pracodawców. W odpowiedzi udało nam się zorganizować w Parlamencie Europejskim spotkania pracowników delegowanych z polskimi eurodeputowanymi i poruszyć te problemy – dodaje Andrzej Adamczyk. Zaznacza, że bardzo często pracownik delegowany otrzymuje minimalną płacę obowiązującą w danym państwie, która jest znacznie niższa od stawek obowiązujących w zakładzie pracy. Trzeba jednak pamiętać, że nie we wszystkich krajach członkowskich obowiązuje płaca minimalna, np. w Niemczech wprowadzona została stosunkowo niedawno.

Ważne zmiany
W tej chwili do pracy w innych krajach Unii Europejskiej przez swoich pracodawców lub agencje pracy tymczasowej delegowanych jest przeszło 2 mln pracowników. Wśród nich największą, bo liczącą kilkaset tysięcy osób grupę, stanowią Polacy. Zmiany przegłosowane przez eurodeputowanych ochronią ich nie tylko przed dyskryminacją płacową. Nowela dyrektywy wprowadza możliwość „długotrwałego delegowania”. To oznacza, że po upływie 12 miesięcy pracownik delegowany będzie podlegał prawie wszystkim przepisom prawa pracy obowiązującym w danym państwie, będzie także objęty zapisami układu zbiorowego pracy obowiązującego u zagranicznego pracodawcy. Istotne zmiany odnoszą się także do agencji pracy tymczasowej. Nowa dyrektywa stanowi, że agencje będą musiały zapewnić pracownikom delegowanym identyczne warunki pracy i płacy, co pracownikom tymczasowym zatrudnionym w danym państwie. Zapisy noweli nie odnoszą się natomiast do branży transportowej i kierowców. – Odrębne rozwiązania dotyczące pracowników transportu znajdą się w Pakiecie Mobilności, nad którym jeszcze trwają prace – wyjaśnia Andrzej Adamczyk.

Pracodawcy i rząd są na „nie”
Wydawałoby się, że kwestia równego traktowania pracowników na terenie Unii Europejskiej, nie powinna wzbudzać kontrowersji. Tymczasem zmiany w dyrektywie są krytykowane nie tylko przez pracodawców, ale także przez rządzących. Polski rząd od początku był przeciwny nowelizacji unijnej dyrektywy, czemu dał wyraz podczas październikowego posiedzenia Rady UE. W ocenie rządzących i pracodawców dyrektywa uderzy w polskie firmy. 29 maja po zakończeniu głosowaniu eurodeputowanych Konrad Szymański, sekretarz stanu ds. europejskich w Ministerstwie Spraw Zagranicznych podkreślił, że Polska od początku nie mogła poprzeć stanowiska w tej sprawie. – To jest dokument, który zmierza w prosty sposób do realizacji oczekiwań wybranych państw członkowskich, kosztem wspólnego rynku – powiedział.
Andrzej Adamczyk podkreśla, że takie stanowisko jest niezrozumiałe. – Nie można myśleć, że jak pracownik jest delegowany z Polski, to może mniej zarobić. To oznaczałoby, że nasze firmy mogą zdobyć przewagę tylko dzięki zaniżaniu wynagrodzeń. Ze zmiany przepisów niezadowolone są te firmy, które swoją pozycję na rynku budowały jedynie w oparciu o niskie koszty pracy – dodaje kierownik Biura Zagranicznego KK „S”.

Agnieszka Konieczny
Foto: pixabay.com/CC0