Czyje są browary w Polsce?

Polska jest trzecim największym producentem piwa w Unii Europejskiej. Rynek browarniczy w ponad 85 proc. należy do trzech zagranicznych koncernów. To jednak zaczyna się zmieniać za sprawą regionalnych i rzemieślniczych browarów, które zamiast konkurować ceną, stawiają na jakość warzonych trunków.

Według danych międzynarodowej organizacji The Brewers of Europe w 2014 roku w Polsce wyprodukowano ponad 40 tys. hektolitrów piwa. Pod względem wielkości produkcji tego trunku ustępujemy tylko Niemcom (ponad 95 tys. hl) i Brytyjczykom (41,2 tys. hl). Średnio każdy z nas wypija rocznie 98 litrów piwa. To czwarty wynik w Europie po Czechach, Niemcach i Austriakach. Działające w Polsce browary bezpośrednio zatrudniają ok. 16 tys. pracowników. Dodatkowo generują kolejne tysiące etatów m.in. w transporcie gastronomii i handlu.

Zdecydowana większość wyprodukowanego w Polsce piwa trafia na rodzimy rynek. W statystykach dotyczących eksportu, nasza branża wygląda co najmniej mizernie w porównaniu z resztą Europy. W 2014 roku za granicę wyjechało tylko 2,8 tys. hl uwarzonego w Polsce piwa, czyli ok. 7 proc. produkcji. Dla porównania Belgowie czy Holendrzy eksportują ponad połowę wyprodukowanego trunku.

Piwny oligopol
Czy to oznacza, że polskie piwo nie jest tak cenione na świecie, jak sugerują telewizyjne reklamy jednej z wiodących marek? Przede wszystkim w przypadku większości najpopularniejszych piw w naszym kraju określenie „polskie” jest zdecydowanie na wyrost.

Rynek browarniczy w naszym kraju w ponad 85 proc. jest zdominowany przez 3 międzynarodowe koncerny. Największy gracz to Kompania Piwowarska należąca w całości do światowego potentata firmy SABMiller. KP posiada 3 browary przejęte przez spółkę na przełomie XX i XXI wieku: Lech Browary Wielkopolski, Browar Książęcy w Tychach i Browar Dojlidy w Białymstoku. Należąca do SABMillera spółka kontroluje ok. 36 proc. krajowego rynku. Ze stajni KP pochodzą m.in. marki „Tyskie”, „Lech”, „Żubr”, „Dębowe” „Książęce”, czy „Wojak”.

Kolejne ok. 30 proc. rynku należy do Grupy Żywiec, której głównym akcjonariuszem jest koncern Heineken International BV. GŻ posiada Arcyksiążęcy Browar w Żywcu, Browar Zamkowy w Cieszynie, oraz browary w Elblągu, Leżajsku i Warce. W zakładach produkcyjnych GŻ warzy się m.in. piwo „Żywiec”, „Warka”, „Tatra”, „Królewskie”, „Brackie”, "Leżajsk" i "EB".

Trzecie miejsce na podium największych producentów piwa w Polsce należy Grupy Carlsberg posiadającej browary Okocim w Brzesku, Kasztelan w Sierpcu i Bosman w Szczecinie. Marki należące do Carlsberga to m.in. „Okocim”, „Kasztelan”, „Harnaś”, „Piast” czy „Książ”.

Określenie, które najlepiej pasuje do struktury polskiej branży browarniczej w ostatnich latach, to oligopol. Niemal całkowite podporządkowanie rynku przez trzy wielkie koncerny doprowadziło do upadku szereg polskich regionalnych browarów, często o kilkusetletniej tradycji. Nierzadko razem z nimi bezpowrotnie utracono nie tylko miejsca pracy, ale również bezcenny dorobek polskiego piwowarstwa.

Niech żyje rewolucja
Era panowania wielkich browarów dobiega jednak końca. Ostatnie kilka lat to prawdziwy renesans browarów regionalnych z polskim kapitałem, które zamiast ceną konkurują jakością i różnorodnością produkowanych trunków. Browary takie jak pomorski Amber, Kormoran z Olsztyna, czy przede wszystkim grupa Browary Regionalne Jakubiak, w odróżnieniu od koncernów oferują klientom znacznie więcej niż jasne lagery, różniące się od siebie tylko etykietą na butelce. Wraz z rozwojem browarów regionalnych w polskich sklepach pojawiły się piwa pszeniczne, koźlaki, portery, stouty czy piwa górnej fermentacji warzone z użyciem amerykańskich odmian chmielu.

Jednak prawdziwa piwna rewolucja odbywa się na polskim rynku za sprawą powstających jak grzyby po deszczu niewielkich browarów rzemieślniczych i kontraktowych. Tylko w pierwszej połowie ubiegłego roku powstało 19 nowych browarów rzemieślniczych i 16 browarów kontraktowych, które nie posiadają własnych warzelni, a jedynie wynajmują moce produkcyjne innych browarów. W pierwszej połowie 2015 roku browary rzemieślnicze, kontraktowe i restauracyjne wypuściły na rynek ponad 450 nowych piw. Choć za półlitrową butelkę piwa z rzemieślniczego browaru trzeba zapłacić od 6 do nawet kilkunastu zł, popyt w tym segmencie rynku znacznie przewyższa podaż, a piwa z browaru Pinta, Artezan czy Kraftwerk można już kupić nie tylko w specjalistycznych sklepach, ale również w hipermarketach a nawet w niewielkich osiedlowych sklepach.

A może spróbować samemu?
Rzemieślnicze browary wyrosły z coraz popularniejszego w naszym kraju piwowarstwa domowego. Według statystyk Polskiego Stowarzyszenia Piwowarów Domowych własne piwo chociaż raz w życiu uwarzyło kilkadziesiąt tysięcy Polaków. Jest to znacznie łatwiejsze niż mogłoby się wydawać. Wystarczy trochę wiedzy, duży garnek, kilka plastikowych wiader i gumowych wężyków. Podstawowy zestaw sprzętu można kupić za niespełna 300 zł, a surowce potrzebne do zrobienia 20 litrów własnego piwa to koszt od kilkudziesięciu do ok. 100 zł w zależności od gatunku. Frajdy towarzyszącej samodzielnemu warzeniu piwa, które na dodatek smakiem i aromatem na głowę bije koncernowe marki, nie da się przeliczyć na złotówki.

Łukasz Karczmarzyk
źródło foto: pixabay.com/CC0