Człowiek uczy się przez całe życie

Człowiek uczy się przez całe życie – głosi stare porzekadło. Ja np. zawsze byłem pełen podziwu dla pań kasjerek w marketach. Wielokrotnie podczas zakupów z niedowierzaniem obserwowałem, jak owe panie w ułamku sekundy potrafią zlokalizować na opakowaniu danego produktu kod kreskowy, w następnym ułamku „przejechać” tym kodem przez czytnik jednocześnie drugą ręką sięgając na taśmę po kolejny produkt i pytając mnie czy mam kartę stałego klienta oraz czy zbieram punkty, które można wymienić na pluszowe warzywa lub inne atrakcyjne fanty. Już dawno zarzuciłem próby ścigania się z paniami kasjerkami. Nie próbuję już pakować zakupów przy kasie, bo wiem, że nie mam z nimi szans. Wyścig zawsze kończył się tak samo. Zanim zdążyłem włożyć do reklamówki pierwszy zakupiony produkt, pani kasjerka skasowała wszystkie pozostałe i poinformowała mnie jaką kwotę powinienem uiścić, a kolejny klient zaczynał rzucać w moją stronę gniewne spojrzenia, że blokuję kolejkę. Aby uniknąć goryczy porażki wolę wrzucić wszystko jak leci z powrotem do wózka i spakować do toreb, gdzieś na boczku, na spokojnie.
 
Tak czy owak, do niedawna byłem przekonany, że wszelkiego rodzaju markety i dyskonty w ogóle jakoś funkcjonują wyłącznie dzięki nadprzyrodzonym zdolnościom pań kasjerek. Gdyby nie one zakupy zamiast kilkunastu minut trwałyby kilka godzin, a w kilometrowych kolejkach do kasy regularnie dochodziłoby do rękoczynów. Okazuje się, że byłem w błędzie. Winę za kolejki do kas w marketach ponoszą właśnie kasjerki. Jak donosi internetowy portal gazety, która swego czasu reklamowała się hasłem, że nie jest jej wszystko jedno, największa w Polsce sieć dyskontów zamierza wprowadzić samoobsługowe kasy właśnie po to, aby zakupy były szybsze. Wcale nie chodzi o to, aby jeszcze bardziej zmaksymalizować zyski, ani o to, żeby móc jeszcze bardziej ograniczyć tzw. koszty osobowe, czyli innymi słowy liczbę pracowników. To wszystko dla ciebie drogi kliencie – donosi z pełnym przekonaniem autor niniejszego „artykułu prasowego”.
 
Przewijam dalej na owym portalu i znajduję kolejny pouczający „artykuł prasowy”. Tym razem jego autor przekonuje, że największym zagrożeniem dla polskiej gospodarki jest – uwaga, uwaga – niskie bezrobocie. Ja głupi zawsze myślałem, że jak bezrobocie jest niskie, to znaczy, że gospodarka ma się nieźle. Pracodawcy, aby zatrzymać u siebie pracowników, muszą im podnosić pensje. Pracownicy mają więcej pieniędzy, za które kupują więcej towarów i usług oferowanych przez firmy, a więc i firmy zyskują. Przedsiębiorcy i pracownicy płacą więcej podatków do państwowej kasy, a mniej z tej kasy trzeba wydawać na zasiłki dla bezrobotnych. Innymi słowy wszystko wzajemnie się nakręca, gra i buczy. Okazuje się, że zdaniem pana autora „artykułu prasowego” wspartego przez kilku tzw. ekspertów jest dokładnie na odwrót. Gospodarka ma się najlepiej wtedy, gdy miliony ludzi są bez pracy, a ci którzy pracę mają zarabiają jak najmniej. Innymi słowy bez biedy i bezrobocia, nie ma wzrostu gospodarczego, a każde nowe miejsce pracy, każda podwyżka wynagrodzeń to kolejny gwóźdź do gospodarczej trumny.
 
Człowiek uczy się przez całe życie. Trzeba tylko bardzo uważać czego i od kogo. 
 
trzeci z czwartą:)