Człowiek nie umiera, gdy pamiętają o nim inni

22 września zmarł Marek Ostrowski, przewodniczący Regionalnej Komisji Rewizyjnej Regionu 
Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ Solidarność, wieloletni przewodniczący związku w kopalni Anna oraz członek Rady Krajowej Sekcji Górnictwa Węgla Kamiennego NSZZ „S”. W październiku skończyłby 60 lat.
 
Uroczystości pogrzebowe śp. Marka Ostrowskiego odbyły się na cmentarzu w Raciborzu. Wzięli w nich udział przedstawiciele Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ Solidarność, Krajowej Sekcji Górnictwa Węgla Kamiennego NSZZ „S”, członkowie związku i poczty sztandarowe Solidarności ze śląskich kopalń oraz innych zakładów pracy. 
 
– Mimo że miał już 60 lat, odszedł zdecydowanie za wcześnie. Znaliśmy się z Markiem od niemal 25 lat i na pewno byliśmy przyjaciółmi. Już nigdy nie zagramy w skata, już nigdy nie zapalimy razem papierosa. Jednak człowiek nie umiera, jeśli pamiętają o nim inni, a o Marku na pewno nie zapomnimy – mówi Dominik Kolorz, przewodniczący śląsko-dąbrowskiej Solidarności.
 
Wszyscy, którzy znali działalność związkową Marka Ostrowskiego opisują go przede wszystkim jako twardego, bezkompromisowego negocjatora i prawdziwego ideowca. – Taki był do samego końca. Miał kręgosłup solidarnościowy i nigdy ideałom Solidarności w żaden sposób się nie sprzeniewierzył. Solidarność straciła jednego ze swoich najlepszych żołnierzy, który gdy dostał zadanie zawsze dawał z siebie 110 proc., żeby je wykonać. – zaznacza Dominik Kolorz. – Z Markiem współpracowaliśmy w Krajowej Sekcji Górnictwa Węgla Kamiennego przez kilkanaście lat. Obaj byliśmy członkami zespołu negocjacyjnego w ówczesnej Kompanii Węglowej. Był najtwardszym negocjatorem spośród nas wszystkich. Byliśmy blisko również prywatnie. Na nim można było polegać i w potrzebie liczyć na jego pomoc. Zawsze sympatyczny, wesoły, miał świetne poczucie humoru – wspomina Jarosław Grzesik, szef górniczej Solidarności.
 
Marek Ostrowski należał do Solidarności od jej powstania. Uczestniczył w strajku na kopalni Anna rozpoczętym po ogłoszeniu stanu wojennego. Wkrótce po reaktywacji związku w 1989 roku został członkiem Komisji Rewizyjnej tej organizacji. W kolejnych latach był wiceprzewodniczącym, a następnie przez wiele lat przewodniczącym zakładowej Solidarności. – To od Marka uczyłem się działalności związkowej, byłem jego wychowankiem. Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że był najlepszym działaczem związkowym, jakiego poznałem. Mówiliśmy o nim „pistolet”. Mimo że był człowiekiem opanowanym, to gdy trzeba było potrafił uderzyć pięścią w stół. Bez niego będzie nam bardzo trudno – wspomina Piotr Glenc, wiceprzewodniczący Solidarności w kopalni Rydułtowy-Anna, przyjaciel Marka Ostrowskiego.
 
Beata Gajdziszewska, łk