Czas skończyć eksperymenty

Nowy rok szkolny oświatowa Solidarność rozpoczęła od demonstracji przed siedzibą Ministerstwa Edukacji Narodowej, w której wzięło udział kilka tysięcy osób. Nie takiej inauguracji roku szkolnego oczekiwaliby nauczyciele…
– Rozpoczęliśmy nowy rok szkolny niezbyt optymistycznie. Atmosfera w szkołach jest bardzo zła, a dużą winę za to ponosi minister Anna Zalewska. 15 września pojechaliśmy do Warszawy, żeby przypomnieć szefowej resortu edukacji o naszych postulatach. Cały czas domagamy 
podwyżek wynagrodzeń i odbiurokratyzowania szkolnictwa. 
 
Minister Zalewska twierdzi, że te żądania zostały już zrealizowane...
– Nie do końca. W 2017 roku oświatowa Solidarność prowadziła rozmowy z przedstawicielami resortu edukacji, domagając się podwyżek w wysokości 15 proc. od stycznia 2018 roku i waloryzacji nauczycielskich pensji. W rezultacie 15-procentową podwyżkę rozłożono na 3 lata, a wskaźnika inflacji w ogóle nie wzięto pod uwagę. W kwietniu tego roku nauczycielskie pensje wzrosły od 130 zł do 170 zł brutto. Nauczyciele poczuli się oszukani. Postulat 15-procentowych podwyżek od stycznia 2019 roku jest więc aktualny. Podczas demonstracji w Warszawie domagaliśmy się też wycofania przez MEN nowej formuły ocenienia nauczycieli, która weszła w życie 1 września. Wprowadza ona m.in. obowiązek pisania sprawozdań z pracy nauczyciela, czyli dodatkową biurokrację, od której mieliśmy odchodzić. Minister Zalewska zapewniała, że odciąży nauczycieli od pracy papierkowej i pozwoli im się skupić na tym, co jest najważniejsze, czyli na uczeniu.
 
W zeszłym roku szkolnym weszła w życie reforma systemu edukacji, która zakłada m.in. wydłużenie nauki w szkołach podstawowych, liceach i technikach oraz stopniowe wygaszanie gimnazjów. Jak Solidarność ocenia te zmiany?
– Skutki reformy najbardziej odczuli nauczyciele pracujący równocześnie w szkołach podstawowych i wygaszanych gimnazjach, ponieważ prowadzą zajęcia według dwóch różnych podstaw programowych, np. w ósmej klasie szkoły podstawowej i trzeciej klasie gimnazjum. Popieraliśmy reformę, ale równocześnie liczyliśmy na to, że dodatkowy wysiłek, jaki nauczyciele ponoszą w związku ze zmianami, zostanie im wynagrodzony poprzez większe podwyżki. Tak się nie stało. Ciągle nie możemy dogonić przeciętnych wynagrodzeń w Polsce, a w Unii Europejskiej jesteśmy w ogonie. Młody nauczyciel, który rozpoczyna pracę w szkole, przez dwa lata zarabia niewiele więcej od płacy minimalnej.
 
Z informacji, które przekazują nauczyciele, wynika, że mimo zmian w Karcie Nauczyciela, problem godzin karcianych nie zniknął…
– Pani minister chwali się, że zlikwidowała godziny karciane, ale tak nie jest. Wielu dyrektorów szkół w dalszym ciągu wymusza na nauczycielach pracę przez dwie godziny w tygodniu ponad tzw. pensum i za tę pracę im nie płaci. Postulat całkowitej likwidacji godzin karcianych również jest aktualny.
 
14 października będziemy obchodzić Dzień Edukacji Narodowej. Czego chciałby Pan życzyć nauczycielom z tej okazji?
– Wyciszenia, uspokojenia atmosfery i żadnych nowych rewolucji w systemie oświaty. Żeby więcej eksperymentowania w polskiej szkole już nie było. Nie wiem, czy jest taka branża, która w ciągu ostatnich 20 lat byłaby tak często reformowana jak szkolnictwo. Te reformy głównie spadają na barki pracowników oświaty oraz uczniów i rodziców. Kolejne reformy systemu edukacji wiązały się np. z łączeniem placówek oświatowych przez samorządy i wprowadzaniem coraz to nowych podstaw programowych przez MEN, co wymuszało druk nowych podręczników. Nierzadko młodsze dzieci nie mogły korzystać z książek starszego rodzeństwa, a rodzice musieli ponosić dodatkowe koszty. Kolejną bolączką polskiej szkoły są zbyt liczne klasy. 
Wszyscy wiemy, że w mniejszych klasach łatwiej jest prowadzić zajęcia i dotrzeć do uczniów. Gminy, jako organy prowadzące szkół i dyrektorzy szkół też o tym wiedzą, a często postępują odwrotnie. W tej chwili mamy duży problem w klasach czwartych szkół podstawowych, których uczniowie rozpoczęli naukę w wieku sześciu lat. Był wówczas taki przepis, który stanowił, że w klasach I-III może być maksymalnie 25 uczniów. Teraz te 25-osobowe klasy są łączone w większe, liczące przeszło trzydziestu uczniów. Dlatego dobrze byłoby, gdyby gminy przestały patrzeć na szkolnictwo jak na niepotrzebny wydatek, a na inwestycję w przyszłość młodego pokolenia.
 
Konsekwencją takiego spojrzenia na szkolnictwo jest kiepskie wyposażenie części placówek oświatowych…
– W wielu szkołach bolączką jest słaby internet. Z jednej strony wymaga się od nauczycieli, żeby podczas lekcji korzystali z nowoczesnych technologii, a z drugiej nie daje im się narzędzi do takiej pracy, dostępu do internetu, laptopów, tablic multimedialnych. W wielu szkołach brakuje pomocy naukowych, a nauczyciele nie mają miejsca, w którym mogliby odpocząć przed kolejnymi zajęciami, przygotować się do lekcji, sprawdzić klasówki, czy uzupełnić dziennik internetowy. Znaczna część tej pracy jest zabierana do domu. Kilka lat temu MEN przeprowadziło badania dotyczące czasu pracy nauczyciela i okazało się, że przeciętny nauczyciel pracuje przez 46 godzin w tygodniu, o 6 więcej niż zapisano w Kodeksie pracy.
 
Z Lesławem Ordonem, przewodniczącym Regionalnego Sekretariatu Nauki i Oświaty NSZZ Solidarność w Katowicach rozmawiała Agnieszka Konieczny